Są pewne pervers - natury, które literaturę biorą jako muzykę, malarstwo tłumaczą na język literacki, a od muzyki doznają halucynacji wzrokowych. Stanisław Ignacy Witkiewicz
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
RSS
środa, 17 grudnia 2008
Same smaczne kawałki

okładka płytyCzy są tacy muzycy, którzy nigdy się nie kończą, z biegiem let wciąż przyprawiając nas o dreszcze?


Wczoraj koło północy wracając do domu pieszo pustą ulicą Włókniarzy, przesłuchałam tegoroczną plytę Lambchop -Oh Ohino. Choć zespół isnieje już na scenie od wielu lat, projekt w niczym nie ustępuje poprzednim i tak jak one pewnie stanie się pupilkiem krytyków wysokich lotów.

Płyta nie tak soulująca jak poprzednie, ale wdzięcznie i lekko folkowa, składa się z ballad wpadających w ucho, idealnych na wieczór we dwoje czy sam na sam z kieliszkiem wina i dobrą książką. Może momentami lekko naiwne i infantylne... ale czasami każdy to lubi.

Złapałam się na tym, że spacer opustoszałą ulicą specjalnie przedłużam zwalniając kroku, żeby móć jeszcze chwile zostać w cudnownym świecie gitary Kurta Wagnera.

 

Kiedy wróciłam przepelniona tak uroczymi klimatami, postanowiłam obejrzeć jakiś równie dobry film. Padło na dość głośno reklamowaną produkcję "Przyjeżdza orkiestra".

Egipska orkiestra ze skromną znajomością  obyczajów tubylców i języka angielskiego, gubi się w Izraelu.

Przed obejrzeniem filmu myślałam, że to komiczny sposób predstawienia niekomicznego problemu trudnych stosunków arabsko-żydowskich. Ale wcale nie. To przeuroczy, dowcipny i mądry film o honorze, odwadze, miłości, gestach dużych i małych, pasjach i barierach, żalu i spełnieniu. Piękny i lekki. Do tego rewelacyjnie wykreowana główna rola kobieca.  Bardzo polecam. A  teraz wracam do ksiązki Pamuka... jakoś nie mogę ostatnio z tych orientalnych klimatów się wydostać:).

22:17, gramofonomanka88
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 grudnia 2008
Ulubiona płyta tego roku?

Ponieważ koniec roku się zbliża, zaczęłam zastanawiać się jaka płyta 2008 była  najlepsza  ?

Trudno oczywiście wybrać taki krążek z racji tego, że nie sposób porównywac zupełnie inne nurty muzyczne czy strony pochodzenia. Powstrzymałam się więc poczatkowo od tego sądu. 

 


 

Sytuacja zmieniła się kiedy to w moje ręce wpadła ostatnhia płyta zespołu "Pustki"  -"Koniec kryzysu".

Pusty oczarowały mnie osobliwymi tekstami Barbary Wrońskiej oraz Radka Łukasiewicza- inteligentnym, lekkimi i czasami zartobliwymi, tworzącymi spójny obraz charakterystycznej liryki, nie do podrobienia. 

Muzycznie też są bardzo ciekawi, zgrabnie łącząc gitare z lekkimi klawiszami. Muzycznie słowo alternatywa moze sie tu wydac dziwne. Jednak to chyba teksty są tu najważniejsze.

Pustki to zespół potrafiący przenieść nas do swojego świata gładko i szybko, i długo po wyłączeniu płyty nie pozwala wychodzić z niego.  Opisuje i nazywa swiat nie wprost, ale bardziej trafnie niż w prost mogłoby to zostac uczynione.

Ja od dwóch dni nucę w kółko jedną piosenkę, która poprawia mi humor i opisuje to co opisuje tak łsubtelnie a trafnie. 

 "To juz połowa nocy

a prawie ciebie nie znam.

(...) a jeszcze rano dziś 

nie chciało mi się nic

gdy nagle wszytko gra

rozsądek to nie ja

rozsądek to nie ty

rozważny nie chcę być

(...) gdy zaczynam dzień wyglądasz

jak właśnie ten..."

To moja ulubiona płyta tego roku :)

 

14:37, gramofonomanka88
Link Komentarze (1) »
środa, 10 grudnia 2008
Kupa w słoiku

 

Popijając "poranną" (jest juz po 13, ale ja dopiero wstałam)kawę i czytając wiadomości ze  swiata muzyki krajowe,j wpadłam na dwie budzące moje  skrajne emocje informacje.

Pierwsza to taka, że najpopularniejszy zespół ostatniego roku, Feel zawiesza swoją działalność.  Tak, ja wiem i doskonale rozumiem, że muzyka taka jak Feel jest potrzebna ludziom. Każda muzyka chyba jest potrzebna skoro zdobywa słuchaczy. Ale..ki diabeł? :) Mam wrażenie, że  kilka lat temu scena popowa jeszcze trzymała jakiś poziom. Nawet kiedy Piasek śpiewał, że "ludzie są z kręgu zła" nie wzdrygałam się tak bardzo jak kiedy słyszę teksty Feela. Teraz troszkę mniej będę bała się włączać radio.

Kolejna wiadomość pochodzi z grupy wydarzeń o wyższych lotach.Do paszportu POLITYKI mianowani zostali zespół Pustki za płytą "Koniec kryzysu" (jestem jak najbardziej za, chociaż album przesłuchałam narazie tylko pobierznie wiem już, że to kawałek dobrej roboty) , L.U.C. za "Planet LUC" (krok do przodu dla polskiej muzyki i kultury w szerokim ujęciu) oraz (i tutaj dla mnie bynajmniej niespodzianka) dla Marii Peszek za "Maria awaria". 

Maria Peszek i jej "Maria awaria"

Pierwsza płyta Mari Peszek"Miasto mania" podobała mi się bardzo. To było wreszcie coś nowego, cos godnego uwagii, i pod względem lirycznym i instrumentalnym i wokalnym. Perełka na mojej półce z polską muzyką. Bardzo zniecierpliwiona czekałam na kolejny krążek artystki. Bardzo się zawiodłam.

Muzycznie płyta jest fajna - w koncu Smolik.  Ale ja przede wszytkim czekałam na te odważne i niebanalne teksty Peszkowej, tak świetne na piewrszej płycie. Album okazał się przereklamowany, teksty płytkie,  wszytko nudzi się po dwukrotnym przesłuchaniu. Owszem to fajnie, że została wydana płyta o takiej a nie innej tematyce, nie lukrująca się przy tym zbytnio, mówiąca wprost, że każda z nas lubito co lubi i wcale nie myśli o tym tylko  kategoriami niesmiałych rumieńcówczy idealnych scen filmowych. Płyta nie jets zła ale to nie jest poziom Marii Peszek, która udowodniła Miasto manią, że artystką jest. Mam wrażenie, że sukces tej płyty polega tylko i wyłącznie na tym, że jest tematycznie kontrowersyjna. I nic więcej w niej nie ma...Wiadomo był, że taka forma, taka tematyka zwróci na siebie uwagę, że mozna na tym zarobic:)

Kuba Wojewódzki ujął to tak " Jej płytowa pokazuje jednocześnie awarię jakościową i ilościową koleżanek piosenkarek nieradzących sobie z własnym językowym banałem, dosłownością i wulgarnością."

Na zakończenie

Ostatnio ze znajomymi odbyłam bardzo burzliwą dyskusję na temat pewnego działa offowego przedstawiającego odchody w słoiku. Niektórzy uważali, że to jest sztuka, niektórzy, że nie. A dyskusja zakończyła się w ten sposób. 

Ja: Jesli tak wielu ludzi nazywa twórczość Gosi Andrzejewicz sztuką to nie rozumiem, dlatego ty kupie w słoiku takiego tytułu odmawiasz

H: A to jest argument, którego nie mogę odeprzeć.

 

14:37, gramofonomanka88
Link Komentarze (1) »
wtorek, 09 grudnia 2008
Kiedy przesłuchasz NYC powiedz mi jak się teraz czujesz?

Steve Reid to wybitny amerykański jezzowy perkusista, cieszący się, zresztą całkiem zasłużenie mianem żywej i wciąż prężnie dzialającej legendy.

 To człowiek sławiący się współpracą z takimi osobowościami jak Miles Davis, Ornette Coleman, James Brown, Fela Kuti czy Sun Ra. W moje ręce wpadł osotatnio jego nowy świeży projekt i muszę przyznać, że mimo wieku artysta wciąż umie zaczarować, zakochać, zauroczyć słuchacza.

 NYC to krążek będący efektem spotkania mistrza z artystą młodszego pokolenia Hebden - znanym z wariacji elektronicznych. Co z tego związku wyszło? Same dobre rzeczy. Mieszanka wielu emocji balansujących pośród klimatów, że tak to nazwę:  "post-rock-avant-jazzu". Najbardziej moją uwagę zwraca perkusja - ale nie dziwi to, w koncu jest w rękach samego mistrza.

Płyta ta wg samych twórców ma być hołdem złożonym miastu Nowy Jork (rodzinnego miasta Steva Reid). Płyta nie nadaje się do odbioru biernego. Jest piękna ale wymaga zaangażowania słuchacza przez co płyta zapene nie trafi do zbyt szerokiego grona. Cechuje ją nastrój czarujący, momentami tak porywający, że aż obezwładnia  To ten rodzaj muzyki, po przesłuchaniu której zapytać można tylko - jak się teraz czujesz?

Płyta raczej nie lekka, nie skoczna -  raczej smutna i momentami ocierająca się o coś na kształt melancholinjej psychodeli. -brzmi dziwnie? Warto spróbować.  

 

 

19:16, gramofonomanka88
Link Dodaj komentarz »
Kazik już zrobił swoje...

Nowa płyta Kazika - ostatnia deska ratunku, sukces czy tylko zabawa?

Po przesłuchaniu i nie ukrywajmy tego rozczarowaniu nową płytą Kasi Nosowskiej spiewajacej piosenki Agnieszki Osieckiej, z lękiem sięgnęłam po nową płytę Kazika, który tak jak i ona śięga po nie swoje teksty.


Artysci ci chociaż muzycznie różnią się od siebie, posiadają zdecydowanie przynajmniej jedną wspólną cechę - są świetnymi teksciarzami. Dlaczego, więc oboje nagle zdecydowali się na sięgnięcie po nie swój materiał? O ile w wypadku Kasi pomysł ten wydał mi się dość fajny - a rezultat okazał się marny, o tyle w przypadku Kazika mam wrazenie, że ta decyzja to wręcz desperacki akt. Artystę dopadł kryzys twórczy o czym sam wiele razy mówił. Stwierdził nawet, że jego ostatnie krążki były nieudane. Do tego doszły pewne zawirowania w składzie zespołu - odszedł jeden z jego najważniejszych twórców Krzysztof Banasik zwany Bananem:). Jakolwiek nieoceniać ostatnich poczynań Kultu, myślę, że klasy nigdy nie stracili, co najwyżej popadli w mały marazm. Sięgając po nowa płytę bałam się, że tym razem moje uwielbienie jakim darzę Kazika zmaleje, gdyż pomysł na aranżacie kawałków "Silnej Grupy pod Wezwaniem" wydawał mi się dziwactwem. Kazik śpiewający szlagiery? Zaczęłam się o niego wręcz zamartwiać :).

Muzycznie płyta Kazika - tak jak wszytkie jest bardzo dobra, i nie sposób nudzić się z tą melodią. "Silna Grupa pod Wezwaniem" sama bawiąca się świetnie  stylami - od folku po bigbit świetnie pasuje do tego co sam Kazik lubi - balansowanie, flirt z muzyką, konwencją, dźwiękiem. Sam wiele razy mieszał hip-hop z rockiem czy punkiem. Do tego wszytkiego i Kazik i "Silna Grupa..." przemyca w tekstach niepozornych tresci powazne i wartosciowe. Czy można by więc znaleść dla Kazika lepszy materiał? Momentami ma się wrażenie, że to stary dobry Kazik a nie cover.

Jednak wierni fani kazikowej "liryki" różnicę zauważą. Myślę, że będą zadowoleni i płytę docenią, ale to nie jest pełnia tego na co czekają. Pozostaje nam więc tylko mieć nadzieje, że najnowsze dzieło jest tylko fazą odpoczyku Kazika w drodze do kolejnego własnego pięknego krążka. A jesli nawet nie to nikt się nie pogniewa. Staszewski zrobił już swoje dla polskiej muzyki, zrobił bardzo dużo.
01:08, gramofonomanka88
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 grudnia 2008
Koniec Kasi Nosowskiej?

Mała porażka wielkiej artystki?

O ile zawsze byłam wielbicielką niezwykłej wrażliwości i charyzmu Kasi Noswoskiej, o tyle najnowsza jej płyta będąca interpretacją wybranych przebojów Agnieszki Osieckiej jest dla mnie propozycją kiepską.


Pomysł na krążek polega na tym, że przede wszytkim słuchacz ma zwracać uwagę na słowa. Lekka przyjemna muzyka nie jest  głównym punktem programu. Dominują tu klawisze, brzmiące klasycznie, a momentami nawet tendencyjnie, co w pewien sposób wydaje się nawet ciekawe.Kasia poszła w klimat lekko jazzujący.


Teksty Osieckiej, jak wiadomo zawsze bronią się same - tak jest i tutaj. Z tym, że tym razem naprawdę musiały to robić, aby w ogóle płytę przesłuchać do końca. Wydaje się, że Nosowska chciała zdjąć z dobrze znanych interpretacji innych artystów słodycz i patetyczność, lecz nie wyszło jej to najlepiej, tak jakby posunęła się w tym, o krok za daleko. Wykonania są wręcz zime- nawet kiedy Kasia śpiewa "ZIelono mi", co gorsza "Moje serce" wydaje się pozbawione dramatyzmu.

Kolejne piosenki pod względem interpretacji wydają się niewiele różnić od siebie. Generalnie krążek nie jest zły, lecz ci, którzy znają artystkę na pewno spodziewali się czegoś znacznie lepszego. Być może ci, którzy słuchają jeszcze Nosowskiej, lecz już nie znają Osieckiej mają szanse na zapoznanie się z jej utworami.


Nosowska, jest artystką, której nie można odmówić wyczucia, co udowodniła całą swoją długoletnią twórczością. Pewnie, więc rozumie niesamowity klimat tekstów Agnieszki Osieckiej. Co tym razem poszło nie tak? Czyżby Kasia się końćzyła? Jako wielka fanka Hey i jej jako solowej artystki nie wierzę w to. Czekam, więc z utęsknieniem na jej kolejną płytę, z jej własnymi fenomenalnymi tekstami, które śpiewa najlepiej.

23:14, gramofonomanka88
Link Dodaj komentarz »